Wyprawa badawcza w indyjskie Himalaje - Chota Char Dha


O projekcie

Himalaje, joga, monsun i dwie Polki, czyli wyprawa badawcza po przekaz jogiczny:
Dwie Polki, doktor filologii indyjskiej (ze specjalizacją w jodze) oraz stypendystka Rządu Indyjskiego (uniwersytet w Agrze) pod patronatem Ambasady Indyjskiej chcą dokonać czegoś dotychczas niedokonanego, a zarazem niezwykłego i bardzo ważnego – w badawczym celu zamieszkać w kilku wybranych aśramach w Himalajach, by dotrzeć do serca oryginalnej jogi indyjskiej, niesplamionej pop-kulturą i zachodnim trendem rozumienia jogi jako fitnessu lub sportu. Chcemy dotrzeć do tajemniczego rejonu Chota Char Dham, w dodatku – chcemy dokonać tego z Waszą pomocą i wsparciem, bo tylko w tym sposób się uda
Joga to nie tylko aktywność fizyczna propagowana w mediach, lecz sfera duchowa, jaką często się pomija, pokazując, jak wykonać dane ćwiczenia - sfera duchowa, która pogłębia nasze rozumienie siebie oraz wzmacnia pozytywną energię, jaką w sobie mamy, uwalnia ją… Joga w Chota Char Dham jest czystą postacią jogi (od niepamiętnych czasów praktykowaną w Indiach), nie jest to ta joga, która stała się modna w dzisiejszych czasach, ale oryginalna joga indyjska, która przechowywana w tutejszych aśramach poprzez wieki nie straciła nic ze swojej pierwotnej formy.
Dlaczego jest to wyjątkowa wyprawa?
- Chociaż coraz większa liczba Polaków wyjeżdża do Indii i pobiera nauki w aśramach, nierzadko spędzając w nich wiele miesięcy oraz lat, to przeważnie zdobywa wiedzę tylko właśnie z tego aśramu, a przecież joga to wielowiekowa tradycja przekazywania mądrości z ust Mistrza do ucznia, a każdy Mistrz ma sobie specyficzny przekaz wiedzy. Nie chcemy oceniać, który przekaz i aśram jest lepszy,chcemy zebrać kilka tradycji jogicznych i je przekazać, bez krytyki, bez wybiórczości, samy wybierzecie, co jest dla Was lepsze.
- Chociaż indyjska literatura jogiczna w swej przed-klasycznej (Upaniszady, Bhagawadgita) i klasycznej formie (Jogasutry, Sankhjakarika, Hathajogapradipika) jest niezwykle istotna i wciąż nie do końca zrozumiana (zresztą, jak zrozumieć oświecenie czy wyzwolenie?), to poszczególne aśramy skrywają w swoim wnętrzu jeszcze nie zbadaną mądrość: zarówno w formie ustnej (w sercu i umyśle Mistrzów) oraz w postaci krótkich tekstów post-klasycznych tekstów stworzonych na potrzeby danego aśramu – to jest dopiero żywa i przewspaniała wiedza, przydana nie tylko dla zaawansowanego himalajskiego jogina, ale także dla… poza-himalajskich istot, np. czytelników i joginów w Polsce, a zgromadzimy ją w formie tekstów oraz filmów z rozmów z Mistrzami, z tzw. satsangów
- Przyczyna tego jest bardzo prosta – joga to nie tylko filozofia, nie tylko sposób osiągnięcia wyzwolenia, nie tylko dbałość o ciało, to przede wszystkim dbałość o umysł, o dobre samopoczucie, dobre serce i właściwa postawa etyczna, która promieniuje swoją otwartością i kreatywnym sposobem doświadczania świata i przeżywania własnego życia – z naszej książki-relacji z wyprawydowiecie się, w jaki sposób…
- A poza tym, Indie niestety mają to do siebie, że nie dbają o swoją piękną, starodawną architekturę, w tym oczywiście także sakralną: świątynie ulegają zniszczeniu, piękne rzeźby się kruszą lub… toną w powodzi, co stało się niestety udziałem przepięknej statuy Śiwy (Wielkiego Jogina i patrona jogi), którą widzicie w logo projektu – Chota Char Dham to bardzo mało znane i badane miejsce na mapie świata jogi, a naszą kamerą pragniemy zachować jego piękno najlepiej, jak potrafimy.
- A najważniejsze: będziecie z nami na bieżąco, bo relacja (wideo i tekstowa) będzie często dodawana na naszym bloguhttps://incrediblehimalaya.wordpress.com/ . A jeśli interesuje Was indyjski i jogiczny sposób na szczęście, to zapraszamy na nasz o blog o takiej właśnie tematyce: https://ateliermysli.wordpress.com/ - tu już jest co nieco treści.
Kilka słów o podróży:
Ta cudowna kilkutygodniowa (8 tygodni) podróż jest przede wszystkim wyprawą badawczą w indyjskie Himalaje do coraz bardziej zapominanych i mało znanych aśramów w północno-wschodnich Indiach – do Chota Char Dham, czyli Czterech Boskich Ośrodków (Four Divine Abodes) jogi oraz hinduskiej pielgrzymki. Tam pod okiem mistrzów będziemy zgłębiać i doskonalić jogiczno-medytacyjne nauki znane już w czasach starożytnej indyjskiej praktyki jogicznej. Indie to nasza pasja i miłość, która z dnia na dzień płonie coraz mocniej (jogicznym żarem, tapasem). Wykładowca uniwersytecki i studentka-stypendystka Rządu Indyjskiego, dwie miłośniczki Indii, bardzo proszą o Wasze wsparcie. Zwieńczeniem naszej podróży i pracy będzie książka, którą napiszemy i wydamy (w znanym polskim wydawnictwie podróżniczym) zaraz po powrocie z Indii.
Na co zbieramy:
Te 8 000 zł (po odliczeniu opłat) potrzebujemy na 2 bilety lotnicze do Indii i z powrotem oraz na bilety pociągowe po Indiach.
Jeśli uzbiera się więcej, to pieniądze przeznaczymy na dobrej jakości przenośną kamerę. Wszystko jest więc w Waszych rękach.

Czym jest Chota Char Dham?


Chota Char Dham dla niektórych Hindusów jest jedynie miejscem pielgrzymek, dla innych sensem życia, a dla nas? Miejscem niezwykłym, o których jeszcze nie pisze się w przewodnikach turystycznych ani nie tworzy o nim reportaży z podróży w Himalaje. Jednak to właśnie tam zamieszkamy w aśramach (ośrodkach praktyki jogicznej) z Hindusami praktykującymi jogę i mistrzami (guru), którzy zgodzili się udzielić nam lekcji, przedstawić swoje interpretacje tradycji jogi, a także udostępnić materiały piśmienne (w sanskrycie, klasycznym języku Indii, oraz w hindi, urzędowym języku Indii) i pokazać tajniki oryginalnej jogi indyjskiej. Zamieszkamy  z  naszymiguru w skromnych aśramach tak, jak to czyniono już w czasach starożytnych, dzięki czemu staniemy się uczniami, a skrywana we wnętrzu aśramów wiedza jogiczna zostanie nam choć częściowo odkryta. Nie jest to jednak ta joga, która stała się modna w dzisiejszych czasach, ale oryginalna joga indyjska, która przechowywana w Chota Char Dham poprzez wieki nie straciła nic ze swojej pierwotnej formy, trudno nawet dokładnie określić, kiedy powstałej w Indiach (może już w III tys. p.n.e., a może dopiero gdzieś na przełomie II i I tys. p.n.e.).



Chociaż nie obędzie się to bez wysiłku, to dotrzemy (autobusem, helikopterem, pociągiem i na piechotę) do wszystkich czterech, a nawet pięciu, ośrodków Chota Char Dham:
Kedarnath (3583 m. n.p.m.) – miasto poświęcone indyjskiemu bogu jogi i praktyki medytacyjnej Śiwie; legenda głosi, że tutejsza świątynia została zbudowana w zamierzchłych czasach przez pięciu bohaterów indyjskiej mitologii (zwanych Pandawami), a odnowiona w VIII w. przez najsłynniejszego filozofa Indii – Śankarę


Badrinath (3100 m. n.p.m.) – prawdopodobnie najstarsze miejsce hinduskiej praktyki religijno-jogicznej, bo jak legenda podaje, zostało założone przez samego boga Wisznu, który w zamierzchłych czasach zszedł na ziemię, w Himalaje, by tutaj mocą swojej ascezy i medytacji utrzymywać dobro i prawność; na pamiątkę tego wydarzenia została wykuta metrowa statua Wisznu w formie Badrinarajana oraz zbudowana przepiękna świątynia


Yamunotri (3293 m. n.p.m.) – niedawno odnowiona świątynia poświęcona bogini rzeki Jamuna, jednej z dwóch świętych rzek hinduizmu


Gangotri (3140 m. n.p.m.) – święte miejsce poświęcone bogini Gandze, czyli świętej rzece Indii, to tutaj znajduje się przepiękna świątynia, odnowiona w XIX w. oraz jaskinia wykuta w lodowcu, zwana Gaurmukha (Usta Krowy)


Oraz Rishikesh – światowa stolica jogi, ponieważ to właśnie tutaj znajduje się najwięcej aśramów, różnych ośrodków jogi i medytacji, oraz całe mnóstwo pomniejszych świątyń; w 2013 ogromna powódź zniszczyła wspaniały i przepiękny posąg Śiwy (awatar naszej wyprawy), dlatego trzeba się spieszyć z dokumentowaniem i rejestrowaniem audio-wizualnym tych historycznych i niezbędnych dla praktyki jogicznej ośrodków…


Więcej o jodze, pielgrzymkach oraz tradycji hinduizmu w Chota Char Dham możecie przeczytać w moim niedawnym tekście pt. "W poszukiwaniu jogicznej świadomości, czyli cztery święte miejsca indyjskiej praktyki religijnej (Chota Char Dham w Himalajach)http://joga-abc.pl/chota-char-dham-himalaje/
Nasz cel? Jest ich kilka:
Pierwszym  z nich jest dotarcie do źródeł jogi, czyli do oryginalnych tekstów spisanych w sanskrycie i w hindi, które w dość szybkim tempie giną bądź też ich przekaz zostaje zapomniany, a praktyki w nich opisywane są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Literatura jogi klasycznej i starożytnej to nie tylko piękna i bujna klasyka indyjska, wydawana w sanskrycie, nie tylko przekłady jej znakomitych dzieł (Upaniszady, Mahabharata, Jogasutry, SankhjakarikaHathajogapradika itp.) na języki nie-indyjskie. To także maleńkie partie tekstowe tu i tam poukrywane, znane jedynie wąskiemu gronu odbiorców-praktykujących w danym aśramie. Ponadto, sam tekst nie starczy, potrzeba mistrza, który przekaże swoją interpretację, czasem bardzo lakonicznych nauk, oraz wskaże odpowiednią praktykę medytacyjno-oddechową-cielesną, którą adept jogi winien w sobie rozwijać. W naszych poszukiwaniach i interpretacji nauk indyjskiej myśli filozoficzno-religijnej nie pozostaniemy jednak osamotnione, ponieważ dwóch miejscowych profesorów (z bengalskiego oraz pendżabskiego uniwersytetu) z wielką chęcią zgodziło się wspierać nas w badaniach oraz służyć radą i wszelką merytoryczną pomocą. Nasz projekt spotkał się również z uznaniem ze strony Ambasady Indyjskiej,  która objęła nas honorowym patronatem i zapewniła nam swoją pomoc w dotarciu do aśramów, guru i kierowników ośrodków jogiczno-medytacyjnych.
Drugim celem jest nagranie materiału audio-wizualnego, czyli film(ik)ów, które zawierać będą tzw. satsangi, czyli rozmowy z guru z prośbą o objaśnienie oraz instruktaż jogi i pranajamy (jogicznego oddechu), a także uwiecznią piękną architekturę sakralną (świątynie, aśramy), posągi (które już giną, jak piękny posąg Śiwy z Rishikeshu) i sprzyjające medytacji krajobrazy Chota Char Dham.
Trzecim, być może najważniejszym celem, jest napisanie książki-relacji z podróży, pełnej jogicznych nauk i praktyki prosto z Himalajów, oraz wydanie jej w znanym polskim wydawnictwie podróżniczym (już mamy ugadane wstępne ustalenia).
Książka o tradycyjnej jodze z indyjskich Himalajów:
Zaraz po powrocie z Indii (koniec września 2016) chcemy zabrać się za opracowanie, a następnie oddać do wydawcy książkę-relację z naszej wyprawy w Himalaje do Chota Char Dham, bardzo ważnego miejsca praktyki jogi, ale niemal nieobecnego w przewodnikach po Indiach. Książka będzie zawierać: oryginalne pouczenia mistrzów jogi z tamtejszych aśramów, wskazówki dotyczącej praktyki tradycyjnej himalajskiej jogi, przekłady fragmentów oryginalnych tekstów sanskryckich i hindi z aśramów Chota Char Dham wraz z praktycznymi wskazówkami, jak podróżować i praktykować jogę w indyjskich Himalajach. Planowane wydanie szacujemy na pierwszą połowę 2017 roku (co jest oczywiście uzależnione od wydawcy), a planowana ilość stron to ok. 250.
Trochę o nas:
Dwie badaczki kultury Indii, zgłębiające sanskryt i hindi, pragnące w terenie zgłębić istotę jogi klasycznej i tej z czasów jeszcze przed naszą erą, w jej czystej i pełnej indyjskiego czasu postaci, zarówno jeśli chodzi o teksty sanskryckie, jak i różne tradycje praktyki jogiczne. Wiele bowiem spośród tych praktyk i teorii rodziło się właśnie w czasie pogłębionej medytacji himalajskiej, w aśramach oraz w jaskiniach tych pięknych, tajemniczych i często niedostępnych gór. Swoją drogą, małżonka boga Śiwy, boga-mistrza jogi, jest przecież nikim innych jak właśnie córką samego władcy Himalajów, a nazywa się Parwati, co znaczy „szczyt”. Dzięki rozmowom z guru, czytaniu świętych tekstów sanskryckich oraz zgromadzonym materiałom audiowizualnym chcemy przybliżyć również i Wam nasze badania, dlatego po powrocie z wyprawy najszybciej, jak to możliwe, wydamy książkę.



Garść końcowych informacji:
W tę niezwykłą podróż pragniemy zabrać również i Was. Fizycznie będzie to niemożliwe, dlatego też będziemy prowadzić bloga (https://incrediblehimalaya.wordpress.com/), gdzie poprzez zamieszczane zdjęcia, filmiki i nasze wpisy będziecie razem z nami duchowo i mentalnie.
Nasza wyprawa badawcza będzie możliwa dzięki Waszemu wsparciu finansowemu, które pokryje koszty biletów lotniczych oraz przejazdów pociągami po Indiach. Oczywiście im więcej uzbieramy tym lepiej. Nawet najmniejsza kwota jest dla nas ogromnym wsparciem. Nadwyżka pieniędzy zostanie przeznaczona na zakupienie lepszego sprzętu fotograficznego.
Wierzymy, że damy radę, bo Polak jeśli chce, to potrafi! Ze swojej strony obiecujemy rzetelność i ciężką pracę, nagrody wyślemy zaraz po powrocie (a kartki oczywiście z Indii). To nie będzie wycieczka z biura podróży a wyprawa badawcza, której rezultaty będziecie mieli okazję zobaczyć w książce, będącej naszą wspólną zasługą. Dzięki Wam zdobędziemy materiały, które zmienią pogląd świata na jogę klasyczną oraz jej praktykę, a źródła i tajemne nauki, które powoli zanikają i giną, przetrwają kolejne stulecia.
W ramach naszej ogromnej wdzięczności planujemy podzielić się z Wami również oryginalnymi drobiazgami z Indii, delikatnej namiastce Himalajów. Chciałybyśmy Wam dać wszystko co najlepsze w nieograniczonych ilościach, niestety nie możemy, bo miejsce w bagażu jest mocno ograniczone, dlatego wybierzcie sobie, co byście chcieli od nas dostać :)
Opis części nagród:
sari: jeden z typowych kobiecych strojów indyjskich w formie tkaniny o długości 5-7 metrów, występujący w różnych kolorach i wzorach
sarvar kamiz: drugi rodzaj tradycyjnego indyjskiego stroju kobiecego, wydłużona kolorowa bluzka, która w naszej kulturze świetnie komponuje się z legginsami i nadaje się do codziennego użytku
kurta: męski odpowiednik sarvar kamiz, idealna pamiątka z Indii, może nie do codziennego noszenia, ale doskonała na imprezy okolicznościowe
szarawary: szerokie, bufiaste spodnie zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzna w całej palecie kolorów
e-book 1: wysokiej jakości autorskie zdjęcia z indyjskich Himalajów, zawierające piękne widoki, świątynie, aśramy oraz życie codzienne, a także fragmenty nauk guru oraz zdjęcia sekwencji praktyki jogi, ok. 40 stron
e-book 2: z oryginalnymi przepisami wyśmienitej kuchni indyjskiej i himalajskiej, oferujemy przynajmniej 40 przepisów wraz ze zdjęciami, wśród których każdy znajdzie coś pysznego dla siebie, m.in. dla wegetarian i nie wegetarian oraz słodkie co nieco
Dziękujemy, dhanyavada! धन्यवादः!

Południowe Indie: Kobiety, cz. 1


Facebookowe wpisy kolegi przebywającego od dłuższego czasu na wolontariacie w Indiach sprowokowały te krótka notatkę, która oryginalnie stanowiła komentarz do jego wpisu na FB. Mowa o Krzysztofie Pielaszku, ekspercie od kultury japońskiej:




W Pondi (Pondicherry, Puducherry) byłam tylko przez 2-3 dni, głównie przejazdem. Pierwsza noc w hotelu przy dworcu autobusowym to był koszmar, ale przyjechaliśmy z Chennai bardzo późno i nie mieliśmy siły szukać czegoś dalej. 

Źródło: http://www.fuzzytravel.com/patchious/pictures/pondicherry/118673-pondicherry-016.html.


Źródło: http://www.ixigo.com/sri-krishna-guest-house-hotel-pondicherry-india-hid-1417801

Całą noc na klatce schodowej rozlegał się co chwilę głośny nieprzyjazny dzwonek, którego używali wracający goście, żeby dostać się do budynku, a nasz pokój nie był do końca zamknięty, gdyż wyposażony został w sprytny system cyrkulacji powietrza. Nad drzwami znajdowało się okienko, w którym na stałe były zamontowane dwie szybki. Między nimi zaś kilkucentymetrowa przerwa. Szybki nachodziły na siebie "na zakładkę", ale właśnie z tym dość dużym odstępem, więc wszystkie hałasy były bardzo intensywne. Kolejną noc spędziliśmy zaś w schludnym i cichutkim hoteliku jakiegoś człowieka pochodzącego z Europy, ale to już była zupełnie inna dzielnica. 

Generalnie podobało mi się w Pondi, że wszyscy w sklepikach mówią "merci" i mają zdjęcia Matki 






To niezwykłe, że to kastowe i patriarchalne społeczeństwo uznało kobietę francuskiego pochodzenia za swoją drogą gurujini   Prawda w sumie jest taka, że Południe ma matriarchalne tradycje, ale są one teraz głęboko ukryte.

Krzysiek napisał o pewnej kobiecie z Tamilnadu, która jest niewidoma i została czynnym pracownikiem (oficerem) indyjskich służb administracyjnych (The Indian Administrative Service):

"A jutro służbowo jadę do Chennai z Harishem (jeden z naszych chłopców)! Czeka mnie, więc masa zabawy i 4 godziny wykładu po tamilsku:)
Za to poznam pierwszą, niewidomą kobietę, która została oficerem IAS w Indiach!
(...)
Aneta,  silne i emocjonalne wystąpienie z dużą ilością porad praktycznych jak Iasem zostać i co to znaczy pracować w sektorze publicznym (dużo rozmyślań o misji). Kobieta zdała egzamin w 2013 roku, a teraz po za czynną służbą jest też wykładowczynią w jednej z prywatnych szkół. Minus - jak to wszyscy tamile bardziej krzyczała niż mówiła podczas wykładu:)".

Artykuł na ten temat w "The Times of India":


Beno Zephine




Wyprawa do Indii 2014 - ZAPRASZAM

LUDZISKA! WYPRAWA DO INDII 2014!!!

Szykuje się kolejna wyprawa do Indii! Lecimy jesienią 2014 albo w grudniu na święta i Nowy Rok. Jeśli macie wątpliwości co do swoich predyspozycji, to jeszcze raz polecam obejrzenie filmiku "Podróż bez barier"(załączony poniżej. Jeśli Bartek i jego towarzyszka dali radę, to Wy też jesteście w stanie. Oczywiście nie będziemy podróżować stopem. Trasę i warunki uzgodnimy wspólnie, w zależności od Waszych preferencji. Filmik pokazuje również prawdziwe Indie, takie jakie znam. Jeśli ktoś chce jechać na klasyczne wakacje na plażę, to odradzam, lepiej wybrać Tajlandię czy po prostu Grecję. Do Indii można jechać z powodów poznawczych (zabytki, przedstawiciele odmiennej kultury, przyroda) lub pomodlić się, pomedytować, poćwiczyć jogę, potańczyć itd.

MOJA PROPOZYCJA
- Delhi: zwiedzanie stolicy, wizyta w kolonii tybetańskiej, udział w programie kulturalnym (recital taneczny lub muzyczny), odwiedziny mieszkańców Indii,
- Bodhgaja: wizyta w głównym miejscu pielgrzymek buddystów, medytacja zen, zwiedzanie świątyń buddyjskich reprezentujących style architektoniczne i praktykę buddyjską różnych krajów (https://www.google.pl/search?q=bodhgaya&client=firefox-a&hs=Xim&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=6Te5U6zHD5HE4gTkpoCIBQ&ved=0CAkQ_AUoAg&biw=1024&bih=463),
- Khadżuraho: zwiedzanie pięknego kompleksu świątyń zdobionych rzeźbami o tematyce erotycznej (https://www.google.pl/search?q=khajuraho&client=firefox-a&hs=sN7&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=6ze5U5bEN83R4QTmgoGoBw&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1024&bih=463),
- Kerala: podróżowanie łodziami po sieci kanałów przecinających dżunglę, podziwianie wspaniałej przyrody (https://www.google.pl/search?q=kerala&client=firefox-a&hs=Jim&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=2ze5U7KcM-eM4gTDjoD4Dw&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1024&bih=463); odwiedziny aśramu Ammy (przytulającej Matki-joginki) w Amritapuri (http://www.amritapuri.org/ashram/faq),
- Hampi: zwiedzanie pozostałości słynnego starożytnego południowoindyjskiego miasta (w którym podobno żyłam w poprzednim życiu ;); https://www.google.pl/search?q=hampi&client=firefox-a&hs=R3R&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=9je5U7_DF8mC4gTZ2IGIBQ&ved=0CAkQ_AUoAg&biw=1024&bih=463),
- Goa (tzw. Mała Portugalia o silniej chrześcijańskiej tradycji): pobyt w Arambol, wspaniałym miasteczku w północnej części stanu, a tam udział w warsztatach tańca medytacyjnego lub o innej tematyce (dla chętnych), kąpiele w ciepłym Morzy Arabskim, leżenie na plaży, sporty wodne, zwiedzanie Starego Goa, wycieczka na plantację przypraw i nad wodospad w Parku Narodowym, udział w Nocnym Targu.

LINKI - GOA
- https://www.google.pl/search?q=arambol&client=firefox-a&hs=3N7&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=9je5U4XgGYqC4gTgzoGwBA&ved=0CAkQ_AUoAg&biw=1024&bih=463,
- https://www.google.pl/search?q=park+narodowy+goa&client=firefox-a&hs=cF8&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=sb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=70S5U9vYMoTT4QS6pYD4DQ&ved=0CCAQsAQ,
- https://www.google.pl/search?q=plantacja+przypraw+goa&client=firefox-a&hs=oan&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=sb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=DkW5U-uuDsvE4gT1zYHYDQ&ved=0CAgQ_AUoAQ,
- https://www.google.pl/search?q=old+goa&client=firefox-a&hs=Lbn&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=sb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=L0W5U8_zFtPa4QTBqoC4Ag&ved=0CAgQ_AUoAQ&biw=1024&bih=463,
- https://www.google.pl/search?q=anjuna+market&client=firefox-a&hs=Ubn&rls=org.mozilla%3Apl%3Aofficial&channel=fflb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=OEW5U4TdFMSi4gTUy4GYDg&ved=0CAgQ_AUoAQ

KOSZT do uzgodnienia. Obejmuje bilet lotniczy (Europa-Delhi-Europa) - ok. 2300 - 3500 zł (w zależności od okresu; bilety mają możliwość zmiany terminy wylotu po uiszczeniu dodatkowej opłaty dla linii lotniczych, ok. 150 E), lokalne bilety lotnicze (Puna-Kerala i Goa-Delhi) - ok. 150-300 zł/ 1 lot, opłaty wizowe (232 zł/ wizę + koszt kuriera), pokrycie kosztów uczestnictwa licencjonowanego pilota wycieczek turystycznych (kulturoznawcy i indologa, który mieszkał i podróżował po Indiach), ubezpieczenie dla podróżnych (min. ok. 27 zł/ 1 tydzień/ 1 os.).

Wyprawa przeznaczona jest dla Członków Klubu Podróżnika ISA, przy czym członkostwo jest darmowe. Członkowie stanowią współorganizatorów Wyprawy i biorą odpowiedzialność za wzięte na siebie obowiązki, np. obudzenia reszty grupy, przygotowanie prowiantu czy prowadzenia samochodu. Obowiązki przydzielane są zgodnie z życzeniem uczestników. Każdy z uczestników podpisuje Deklarację Uczestnictwa w Wyprawie i Regulamin Wyprawy.

KONTAKT
-tel. 731 718 422 (Aneta Krejczy, kontakt w okresie VII-VIII 2014 w godz. 11:00-14:00),
- mail: anetakrejczy@o2.pl (w tytule: WYPRAWA DO INDII 2014),
- FB: Klub Podróżnika ISA.

UWAGA!!!
Post nie jest ofertą handlową, a Wyprawa nie jest wycieczką turystyczną. 

Im szybciej utworzymy grupę, tym niższe będą koszty (cena biletu lotniczego).
 
 Film "Indie" fundacji "Podróż bez barier": http://www.wykop.pl/link/1993302/podro-z-bez-barier-indie/.

Alfabety indyjskie a pismo słowiańskie

Do napisania tego postu zachęciła mnie dyskusja na temat piśmienności Słowian. Część osób z grona wielbicieli słowiańszczyzny posiada silne pragnienie, aby znaleźć potwierdzenie, iż nasi przodkowie posiadali jakieś pismo. Wynika to zapewne ze współczesnej opinii, iż pismo świadczy o zaawansowaniu danej kultury. Z pewnością coś w tym jest, z drugiej jednak strony wskażę na kulturę naszych braci Arjów, którą uznajemy dziś za jedną z najstarszych i wysoce rozwiniętych kultur literackich. Najstarsze partie Wed datuje się na XV w. p. n. e., ale podejrzewa się, że teksty te mogły powstać jeszcze przed przybyciem Arjów do Indii, a więc przed XVIII w p. n. e. Jednak przez wiele stuleci były przekazywane ustnie. Spisane zostały prawdopodobnie dopiero ok. I w. p. n. e., przy czym tradycja oralna miała dominować do ok. 1000 r. n. e. Zatem być może przekaz ustny to wspólna cecha kultury proto-indoeuropejskiej.
    
Ponadto sanskryt, w którym zostały spisane aryjskie Wedy (dokładnie w sanskrycie wedyjskim poprzedzającym bliski mu sanskryt klasyczny) nie ma jakiegoś jednego odwiecznego zapisu. Świadectwa obecnie używanego pisma dewanagari pochodzą z około VI w. n. e. Natomiast dopiero w XIX w. stało się ono najpopularniejszą formą zapisu tekstów sanskryckich. Przed dewanagari używano pisma gupta (tzw. 'późne brahmi', występujące od V w n. e.), a jeszcze wcześniej brahmi, którego ślady pochodzą zaledwie z VI w. p. n. e. Zderzmy to z datowaniem najstarszych partii Wed (XV w. p.  n. e), a zobaczymy głęboką niezależność literatury od pisma. Dodać należy, że - jak zauważa Richard G. Salomon w pracy Brahmi i Kharoshthi (w: The World's Writing Systems, pod red. P. T. Danielsa i W. Brighta) - wcześniejsze brahmi nie było odpowiednie do zapisu sanskrytu, gdyż nie oddawało jego wszystkich dźwięków. 


Ewolucja alfabetu brahmi. Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Brahmi.png.

Badacze podejrzewają, iż pismo brahmi - a zatem i pochodne mu, czyli na przykład dewanagri - pochodzi z alfabetu aramejskiego, który miał się rozprzestrzenić za czasów dynastii Achamenidów (czyli irańskiej gałęzi ludów indoeuropejskich). Generalnie języki i ich skrypty nie są nierozerwalne. Co więcej, w historii zdarzało się, że obce języki były czasem przejmowane przez całe ludy, choć nie dotyczy to akurat naszych przodków. 

Często stykam się wśród miłośników jakichś odległych czasowo kultur - rodzimych czy obcych - z naiwnym wyobrażeniem, iż kultury te stanowiły swego rodzaju wyspy kulturowe odizolowane od reszty świata. Prawda natomiast jest taka, że od zarania dziejów dochodziło do migracji ludności i różnych elementów kulturowych. Sam ustrój społeczny ewoluował w miarę rozrastania się grup i obcych wpływów, zmiany warunków zewnętrznych. Na przykład nasi przodkowie w okresie między I a V w. n. e. ulegali modzie na wpływy rzymskie. Naśladowano m. in. tamtejsze wzornictwo, jeśli chodzi o broń, naczynia i ozdoby, lecz także pewne elementy stosunków społecznych (J. Wielowiejski, 1976, Życie codzienne na ziemiach polskich..., Warszawa: PIW, s. 184)

Wcześniejszy społeczny egalitaryzm wśród słowiańskich wspólnot rodowych często musiał konkurować z tendencją do wywyższania się możnych i okazywania swego bogactwa oraz wpływów. To z kolei wywoływało reakcje ze strony biedniejszych. Prawda jest taka, iż do rozwarstwienia zaczęło dochodzić już przed chrystianizacją. Miały miejsce naturalne zmiany społeczne - naturalne dla rozrastających się rodów i osad - a także czerpanie w jakimś stopniu z obcych wzorów. Już około V w. w miejsce rozpadających się rodów zaczęły pojawiać się innego typu grupy krewniacze. Były to patronimie, czyli zrzeszenia pokrewnych rodzin, zastępujące klasyczne rody. U wschodnich Słowian był to model pośredni, który występował pomiędzy ustrojem rodowym a klasowym. Patronimie miały stanowić kolektywy o silniejszych więzach niż więzy rodzinne. Pełniły one funkcje organizacyjno-wojskowe, gospodarcze, prawne i religijne. Więzy krwi zostały wyparte przez interesy o charakterze ekonomiczno-społecznym (ibid.).  

Wracając jednak do języków i ich zapisu. Możemy znaleźć wiele przykładów niezależności języka od skryptu. Jako ilustracje przywołam tu zapisy języków południowoindyjskich. Języki: malajalam (stan Kerala), kannada (stan Karnataka), telugu (stan Andhra Pradeś) i tamilski (stan Tamilnadu) to języki drawidyjskie, stanowiące drugą największą grupę językową na subkontynencie indyjskim obok języków indoeuropejskich. Jednak ich skrypty pochodzą z przywołanego już alfabetu brahmi, mającego rzekomo swe korzenie w zapisie aramejskim. Zatem obie grupy - indoeuropejska i drawidyjska - które obejmują dziesiątki różnych języków stosują odmienne skrypty, ale o wspólnej proweniencji i to odmiennej niż pochodzenie owych języków. Interesująca jest tu zbieżność wizualna alfabetu gruzińskiego z alfabetami indyjskich języków telugu i kannada. Wszystkie trzy wywodzą się prawdopodobnie z tego samego aramejskiego źródło, lecz między ojczyzną pierwszego a drugiego i trzeciego występuje odległość około 6600 km. Ich historie nie są nawet tak bardzo odmienne, gruziński miał pośrednika w postaci pisma syryjskiego, a Proszę porównać poniższe zapisy. 

Gruziński:
მაგრამ დაბრუნების ენებზე და მათი წერილობით. ჩვენ შეგვიძლია ვიპოვოთ ბევრი მაგალითი დამოუკიდებლობის ენის სცენარი.

Telugu:
కానీ భాషలు మరియు వారి రచన తిరిగి. మేము స్క్రిప్ట్ యొక్క భాష స్వాతంత్ర్యం అనేక ఉదాహరణలు కనుగొనవచ్చు.

Kannada:
ಆದರೆ ಭಾಷೆ ಮತ್ತು ಬರವಣಿಗೆ ಮರಳಿದ. ನಾವು ಸ್ಕ್ರಿಪ್ಟ್ ಭಾಷೆಯ ಸ್ವಾತಂತ್ರ್ಯ ಅನೇಕ ಉದಾಹರಣೆಗಳು ಕಾಣಬಹುದು.

Wracając do aramejskiego, to należy on do grupy języków afroazjatyckich, których ojczyzną jest Etiopia. W przeszłości zapisywany był przy pomocy owego alfabetu aramejskiego, jednak dziś jego użytkownicy stosują zapisy syryjski i hebrajski. Z pisma aramejskiego pochodzi zarówno pismo hebrajskie, alfabety indyjskie, jak i zapis arabski. Arabski stosowany jest dziś do zapisu języka nowoperskiego (farsi) - oczywiście o pochodzeniu indoeuropejskim - datowanego na około IX w. n. e. Język wcześniejszy, średnioperski (zwany pahlawi)  - używany od III w. p. n. e. do IX w. n. e. - zapisywano przy pomocy alfabetu aramejskiego. Natomiast staroperski poświadczony jest przez kamienne tablice z okresu między VI a IV w. n. e., spisane w sumeryjskim piśmie klinowym. Uważa się, że staroperski mógł być używany od początku I tysiąclecia p. n. e., kiedy to plemię Persuwasz o indoeuropejskim pochodzeniu przybyło na tereny dzisiejszego Iranu. Świadectwa asyryjskie udowadniają używanie tego języka już w IX w. p. n. e. Persuwasz mieli przybyć w okolice jeziora Urmia (północno-zachodnia część kraju), aby następnie przemieścić się w obręb dzisiejszej prowincji Fars (południowo-zachodnia część kraju). To od nazwy tej grupy mają pochodzić słowa Persja i perski. W klasyfikacji naukowej język staroperski umiejscawiany jest obok języka awestyjskiego. 

Ważnym faktem jest, iż Awesta jaką dziś znamy stanowi zaledwie część dawnej literatury awestyjskiej i - podobnie jak Wedy - przekazywana była przez pewien czas w formie ustnej. Niektórzy datują ją nawet na II tysiąclecie p. n. e., zaś spisana miała zostać w VI w. p. n. e. Dwa wieki później uległa jednak zniszczeniu. Odtworzona za czasów Sasanidów, otrzymała swą ostateczną, uzupełnioną postać w IV w. n. e. Nie ma się więc co przejmować mniemanym brakiem własnego pisma u naszych Słowiańskich przodków. Ich braciom przybyłym do Iranu i Indii nie przeszkadzało to w stworzeniu największych arcydzieł dawnej literatury religijno-filozoficznej.  

Ciekawostką jest, iż w języku polskim (tłumaczenie prof. Ignacego Pietraszewskiego) Awesta - w postaci trzech pierwszych części - ukazała się pod tytułem: Miano słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta a Zędaszta, to jest życiodawcza książeczka Zoroastra (Berlin, 1857). Jej wznowienie pojawiło zaś się trzy lata temu jako: Miano Słowiańskie czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra albo AWESTA WIELKA (2011).



Okładka Awesty w tłumaczeniu prof. I . Pietraszewskiego. Źródło: http://slowianin.wordpress.com/ignacy-pietraszewski-1796-1869-zen-daszta-straznik-wiary-slowian/.



Języki indosłowiańskie

Indie to kraj wielkości Europy, drugi na świecie pod względem liczby ludności, w którym mówi się w stu kilkudziesięciu językach (23 z nich to języki urzędowe) i ponad tysiącu dialektów. Wynika to z niezwykłej różnorodności etnicznej i kulturowej tego kraju. Podstawowy język urzędowy to hindi, którego - biorąc pod uwagę różne jego dialekty - używa 51% indyjskiej populacji. Kolonialną pozostałością jest status języka angielskiego jako pomocniczego, lecz włada nim tylko 29% mieszkańców kraju. 

Języki indyjskie dzielimy na: (1) indoeuropejskie - na północy kraju z hindi na czele (w użyciu przez 73% indyjskiej populacji); wywodzą się one z sanskrytu, blisko spokrewnionego z językami słowiańskimi, między innymi z polskim; (2) drawidyjskie - w południowej części półwyspu (24%); (3) austroazjatyckie (5%), (4) tybetańsko-birmańskie - z północno-wschodniego krańca kraju (0,73%); (5) izolowane - nieliczne relikty. 

Fragment Rygwedy w sanskrycie. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Rigveda_MS2097.jpg.

Indie to także różnorodność pisma. Hindi oraz sanskryt – wegetujący język klasyczny – oddawane są przy pomocy zapisu alfabetyczno-sylabicznego dewanagari: देवनागरी, jednak osiem pośród języków urzędowych stosuje swój własny system znaków. Wszystkie one wywodzą się z pisma brahmi, które ma pochodzić – podobnie jak system łaciński - z alfabetu fenickiego. Ta fascynująca wielojęzykowość Indii ma swoje skutki społeczne oraz polityczne, takie jak na przykład tzw. wojny językowe. 

73% indyjskiej populacji używa języków indoeuropejskich, na których czele znajduje się hindi, wywodzące się z sanskrytu, blisko spokrewnionego z językami słowiańskimi. Zatem język ten należy do tej samej rodziny, co polski. Nasz język rodzimy bliższy jest swemu indyjskiemu kuzynowi niż językom naszych zachodnich sąsiadów: Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, które podobnie jak polski przeszły wiele metamorfoz. Natomiast sanskryt klasyczny - bardzo zbliżony do sanskrytu wedyjskiego - i język awestyjski nie przeszły tak wielu przeobrażeń w stosunku do naszego proto-indoeuropejskiego pierwowzoru. Warto zwrócić uwagę na powiązania polskiego i sanskrytu, ich wspólne pochodzenie, a także zbieżności gramatyczne i podobieństwo w słownictwie. 

Klasyfikacja języków indoeuropejskich. Pola czerwone oznaczają języki wymarłe, białe zaś odnoszą się do niepoświadczonych proto-języków. Po lewej stronie znajdują się języki, a po prawej satemowe.  Źródło tablicy, a zarazem link do większej wersji: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4f/IndoEuropeanTree.svg. 

Wśród języków indoeuropejskich rozróżniamy dwie kategorie: satemowe i kentumowe. Pierwsze to języki indosłowiańskie, a ich nazwa pochodzi od słowa satem, czyli 'sto' w języku awestyjskim. Najprościej można powiedzieć, iż w tej grupie doszło do zmiany miękkiego 'k' w 's'. Drugie z kolei to języki kentumowe, m. in. romańskie i germańskie. Ich nazwa pochodzi od łacińskiego centum/ kentum, czyli 'sto'. Poniższa mapa pokazuje zasięg języków satemowych i kentumowych. Mocno czerwony obszar oznacza teren, gdzie mogło dojść do owej satemowej transformacji.    

Zasięg języków satemowych i kentumowych w okresie początków I tysiąclecia n. e. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Centum_Satem_map.png.

Ludzie pytają czasem, dlaczego wybrałam studia indologiczne? Czy warto uczyć się hindi? Odpowiem tak. Podczas wizyty turystycznej lub służbowej jego znajomość daje nam sposobność komunikowania się, kiedy nasi interlokutorzy nie posługują się językiem angielskim. Hindi to także język literacki i najpopularniejszy język współczesnej kultury wysokiej. Jego znajomość pozwala nam nawiązać przyjazne relacje podczas spotkań biznesowych w kraju i za granicą, czy po prostu z naszymi indyjskimi współpracownikami (podwładnymi lub przełożonymi). W myśl popularnej w ekonomii koncepcji BRICS w nadchodzących dziesięcioleciach Brazylia, Indie i Chiny obejmą światowe przewodnictwo gospodarcze. Już w tej chwili Indie szczycą się jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek na świecie, przez co stają się doskonałym rynkiem dla działalności, zarówno mikro-, jak i makro-biznesowej. Hindusi obecni są także w Polsce: na wszystkich szczeblach hierarchii korporacyjnej, jako liczni i znaczący inwestorzy, w służbie zdrowia, na uczelniach wyższych. Innym bardzo ważnym obszarem wykorzystania hindi jest dynamicznie rozwijający się rynek polskiej turystyki ukierunkowanej na Indie.

Zasięg hindi jako języka administracji i szkolnictwa. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Hindi_belt.png.

Często jestem też pytana, czy jest to język trudny? Niektórzy studenci z pewnością muszą przełamać opór wynikający ze stereotypów mówiących o jego skomplikowanej naturze. Ponadto na początku należy dowiedzieć się, jak prawidłowo transliterować hindi używając łacińskiego alfabetu, jaką zainstalować czcionkę w komputerze, jak używać klawiatury i w jaki sposób korzystać ze słowników on-line. 

Kolejna kwestia dotyczy samodzielnej nauki hindi w domu. Na pewnym etapie z pewnością jest to możliwe. Istnieją podręczniki w języku polskim oraz angielskim, a także słowniki English-Hindi, Hindi-English i Hindi-Hindi w wydaniu pełnym oraz kieszonkowym. Ponadto w Internecie obecne są interaktywne strony pomocne w doskonaleniu tego języka, aplikacje dla urządzeń mobilnych, popularne słowniki stosowane on-line i do zainstalowania na komputerze.




Indyjskie studia

Angielski naszych nauczycieli pozostawia wiele do życzenia, ale prawda jest taka, ze niektórzy z nich prowadzą zajęcia w tym języku po raz pierwszy. Jeden z młodych asystentów powiedział nam na pierwszym spotkaniu, że nie poinformowano ich, iż będą mieli wśród studentów obcokrajowców, więc dziś będzie uczył w hindi, ale następnym razem przygotuje już lekcję po angielsku. Nie posuwamy się z materiałem zbyt szybko, bo większość nauczycieli sanskrytu powtarza wszystko dwa razy: dla obcokrajowców po angielsku i dla Indusów w hindi. Jedna nauczycielka nie mówi dobrze nawet w hindi - przynajmniej według studentów, którzy władają tym językiem od dziecka - bo jest z innego stanu. Powiedziała nam, ze posługuje się biegle angielskim, ale jej akcent utrudnia nam zrozumienie. Choć muszę przyznać, że ogólnie jestem od lat osłuchana z indyjskim akcentem - jeśli w ogóle można mówić o czymś takim, jak jeden indyjski akcent - więc nie powinnam mieć z tym problemu. 

Budynek Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Delhijskiego. Źródło: http://www.du.ac.in/index.php?id=325.

W pierwszym tygodniu mieliśmy problem na każdych porannych zajęciach, bo zaczynamy o 8 rano, kiedy sekretariat instytutu jest zamknięty, więc nie ma jak poprosić o marker. W drugim tygodniu przyznano mi zaszczytną funkcję noszenia w torebce owego markera i specjalnej gąbki, zatem każdego dnia wożę te sprzęty na zajęcia i wracam z nimi do akademika. W końcu zostałam kimś ważnym... Pierwszego dnia byłyśmy bardzo zdziwione z koleżanką z Korei, bo nikt nie przyszedł na 8. Nauczyciel pojawił się o 8:30, a cześć studentów jeszcze później. Drugiego dnia było to samo. Słyszałam, ze czasem zajęcia potrafią zaczynać się i kończyć nawet godzinę później. Niestety nikt nie daje usprawiedliwień studentom, którzy spóźniają się na kolejny lektorat.

Istnieje znacząca różnica miedzy kursami sankrytu i hindi, które odbywają się na naszym wydziale. Sanskrytu uczą nas prawie sami magistrzy i jedna pani doktor o sławie złej wykładowczyni, zaś hindi mamy z samymi profesorami, każdy z nich ma 70 lat lub więcej i duże doświadczenie w pracy za granicą. Właściwie nie wiem, czy wszyscy nauczyciele sankrytu skończyli studia magisterskie, bo tu podobno można robić doktorat po licencjacie (???). Uczestniczę w kursie dyplomowym sanskrytu, ale wiem, że ludzie o poziom niżej, czyli robiący certyfikat, mają zajęcia tylko dwa razy w tygodniu po 1,5 h zegarowej. Zaś kurs hindi kończący się certyfikatem obejmuje zajęcia 4 razy w tygodniu po 3 godziny zegarowe. Widać, ze w Instytucie Hindi podchodzą do nauczania bardziej poważnie, niż w Instytucie Sanskrytu. 

Czasami jestem trochę zdezorientowana podczas zajęć, bo mimo iż jesteśmy na uniwersytecie, nauczyciele mieszają transliterację naukową z angielską. Nauczyciele wymawiają też sanskryckie wyrazy używając wymowy zaczerpniętej z hindi, czyli gubią "a" na końcu wyrazów, a "pha" czytają jak "fa". W Polsce jesteśmy bardzo wyczuleni - przynajmniej podczas zajęć z sanskrytu czy hindi - żeby stosować właściwą transliterację, ale tutaj nikt nie przywiązuje do tego zbytniej wagi; przynajmniej podczas zajęć, w których uczestniczę. 

Trochę czuję się jak w Polsce, bo ciągle mamy jakieś długie weekendy. Ostatni poniedziałek był wolny, bo było święto narodowe i kolejny też będzie wolny. Będą obchody hinduskiego "Bożego Narodzenia" - dokładnie dnia narodzin Kryszny (Kryszna Dżanmasztami). Jednak musimy potem odrabiać zajęcia i w piątek były zarówno piątkowe kursy, jak i poniedziałkowe. Hinduskie święta celebrowane są w różnych regionach w odmienny sposób. W Maharasztrze rocznicę narodzin Kryszny określa się mianem Gokulasztami, a najbardziej znanym zwyczajem związanym z obchodami jest konkurencja wspinania się po garnki z maślanką zawieszone nad ulicami. Młodzi mężczyźni tworzą ludzkie piramidy, aby zdobyć to naczynie. Obyczaj ten jest oczywiście związany z życiorysem Kryszny, który wychował się w plemieniu pasterzy, wśród których nabiał stanowił istotny element diety, a ilość bydła świadczyła o bogactwie. Sam boski chłopiec uwielbiał objadać się masłem i jogurtem, a nawet dokarmiać lokalne małpy tymi cennymi produktami.


Obchody narodzin Kryszny w Mumbaju. Źródło: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c6/Govindashtami.jpg.

Teren uniwersytetu jest dość przyjemny i czysty. W jego obrębie jest zakazane palenie tytoniu, nawet na ulicy. Kampus poprzecinany jest przez kilka dużych ulic, gdzie jeżdżą miejskie autobusy, samochody, riksze itd. i trudno jest tam przejść na drugą stronę - nawet przez przejście dla pieszych - ale palić nigdzie nie można. Inaczej wygląda Południowy Kampus, który stanowi duży zamknięty teren ogrodzony murem. U nas na północy mamy wielki park, gdzie ludzie spacerują, leżą, uprawiają jogging, uczą się, a tamtejsze małpy są inne, niż zazwyczaj, bo nie kradną okularów i torebek.