Może nie każdy zdaje sobie sprawę, że wciąż odkrywamy nowe, wcześniej nieznane języki. I to niekoniecznie w górach Nowej Gwinei albo w sercu Amazonii, ale na przykład w Indiach. W roku 2010 wyprawa językoznawców badała słabo poznane języki stanu Arunachal Pradesh na północno-wschodnim krańcu Indii. Ten trudno dostępny himalajski region graniczy z Birmą, Bhutanem i Chinami (Chiny zresztą mają do niego pretensje terytorialne). Badaczy interesowały języki aka i midżi, zaliczane na ogół do rodziny chińsko-tybetańskiej, choć tak naprawdę ich klasyfikacja pozostaje niepewna (część specjalistów uważa je za języki izolowane).
Chodząc od chaty do chaty, nagrywając próbki języków i zbierając miejscowe słownictwo, językoznawcy potwierdzili (podejrzewane wcześniej) istnienie w okolicy trzeciego języka, koro, mającego ok. 800 użytkowników i nigdy wcześniej nie udokumentowanego w stopniu pozwalającym na jego zbadanie. Koro okazał się językiem bardzo odrębnym od pozostałych. Prowizorycznie zaliczono go do niewielkiego lokalnego kladu języków siangijskich, który może być częścią rodziny chińsko-tybetańskiej, ale może także stanowić niezależną mikrorodzinę języków.
Języków chińsko-tybetańskich jest co najmniej 400, podzielonych na około 40 podgrup; wiedza o wielu z nich jest bardzo skąpa, co utrudnia ich klasyfikację i rekonstrukcję ich historii. Podrodzina chińska (do której należy m.in. mandaryński, język państwowy Chin) jest używana przez ponad miliard ludzi, natomiast większość tzw. języków tybetańsko-birmańskich – grupy bardzo różnorodnej, zapewne parafiletycznej względem języków chińskich – ma stosunkowo niewielką liczbę użytkowników zamieszkujących regiony, których topografia sprzyja rozdrobnieniu dialektalnemu. Trudno je nawet policzyć, a co dopiero udokumentować, dokładnie zbadać i porównać z innymi.
Himalaje, joga, monsun i dwie Polki, czyli wyprawa badawcza po przekaz jogiczny:
Dwie Polki, doktor filologii indyjskiej (ze specjalizacją w jodze) oraz stypendystka Rządu Indyjskiego (uniwersytet w Agrze) pod patronatem Ambasady Indyjskiej chcą dokonać czegoś dotychczas niedokonanego, a zarazem niezwykłego i bardzo ważnego – w badawczym celu zamieszkać w kilku wybranych aśramach w Himalajach, by dotrzeć do serca oryginalnej jogi indyjskiej, niesplamionej pop-kulturą i zachodnim trendem rozumienia jogi jako fitnessu lub sportu. Chcemy dotrzeć do tajemniczego rejonu Chota Char Dham, w dodatku – chcemy dokonać tego z Waszą pomocą i wsparciem, bo tylko w tym sposób się uda.
Joga to nie tylko aktywność fizyczna propagowana w mediach, lecz sfera duchowa, jaką często się pomija, pokazując, jak wykonać dane ćwiczenia - sfera duchowa, która pogłębia nasze rozumienie siebie oraz wzmacnia pozytywną energię, jaką w sobie mamy, uwalnia ją… Joga w Chota Char Dham jest czystą postacią jogi (od niepamiętnych czasów praktykowaną w Indiach), nie jest to ta joga, która stała się modna w dzisiejszych czasach, ale oryginalna joga indyjska, która przechowywana w tutejszych aśramach poprzez wieki nie straciła nic ze swojej pierwotnej formy.
Dlaczego jest to wyjątkowa wyprawa?
- Chociaż coraz większa liczba Polaków wyjeżdża do Indii i pobiera nauki w aśramach, nierzadko spędzając w nich wiele miesięcy oraz lat, to przeważnie zdobywa wiedzę tylko właśnie z tego aśramu, a przecież joga to wielowiekowa tradycja przekazywania mądrości z ust Mistrza do ucznia, a każdy Mistrz ma sobie specyficzny przekaz wiedzy. Nie chcemy oceniać, który przekaz i aśram jest lepszy,chcemy zebrać kilka tradycji jogicznych i je przekazać, bez krytyki, bez wybiórczości, samy wybierzecie, co jest dla Was lepsze.
- Chociaż indyjska literatura jogiczna w swej przed-klasycznej (Upaniszady, Bhagawadgita) i klasycznej formie (Jogasutry, Sankhjakarika, Hathajogapradipika) jest niezwykle istotna i wciąż nie do końca zrozumiana (zresztą, jak zrozumieć oświecenie czy wyzwolenie?), to poszczególne aśramy skrywają w swoim wnętrzu jeszcze nie zbadaną mądrość: zarówno w formie ustnej (w sercu i umyśle Mistrzów) oraz w postaci krótkich tekstów post-klasycznych tekstów stworzonych na potrzeby danego aśramu – to jest dopiero żywa i przewspaniała wiedza, przydana nie tylko dla zaawansowanego himalajskiego jogina, ale także dla… poza-himalajskich istot, np. czytelników i joginów w Polsce, a zgromadzimy ją w formie tekstów oraz filmów z rozmów z Mistrzami, z tzw. satsangów…
- Przyczyna tego jest bardzo prosta – joga to nie tylko filozofia, nie tylko sposób osiągnięcia wyzwolenia, nie tylko dbałość o ciało, to przede wszystkim dbałość o umysł, o dobre samopoczucie, dobre serce i właściwa postawa etyczna, która promieniuje swoją otwartością i kreatywnym sposobem doświadczania świata i przeżywania własnego życia – z naszej książki-relacji z wyprawydowiecie się, w jaki sposób…
- A poza tym, Indie niestety mają to do siebie, że nie dbają o swoją piękną, starodawną architekturę, w tym oczywiście także sakralną: świątynie ulegają zniszczeniu, piękne rzeźby się kruszą lub… toną w powodzi, co stało się niestety udziałem przepięknej statuy Śiwy (Wielkiego Jogina i patrona jogi), którą widzicie w logo projektu – Chota Char Dham to bardzo mało znane i badane miejsce na mapie świata jogi, a naszą kamerą pragniemy zachować jego piękno najlepiej, jak potrafimy.
- A najważniejsze: będziecie z nami na bieżąco, bo relacja (wideo i tekstowa) będzie często dodawana na naszym blogu: https://incrediblehimalaya.wordpress.com/ . A jeśli interesuje Was indyjski i jogiczny sposób na szczęście, to zapraszamy na nasz o blog o takiej właśnie tematyce: https://ateliermysli.wordpress.com/ - tu już jest co nieco treści.
Kilka słów o podróży:
Ta cudowna kilkutygodniowa (8 tygodni) podróż jest przede wszystkim wyprawą badawczą w indyjskie Himalaje do coraz bardziej zapominanych i mało znanych aśramów w północno-wschodnich Indiach – do Chota Char Dham, czyli Czterech Boskich Ośrodków (Four Divine Abodes) jogi oraz hinduskiej pielgrzymki. Tam pod okiem mistrzów będziemy zgłębiać i doskonalić jogiczno-medytacyjne nauki znane już w czasach starożytnej indyjskiej praktyki jogicznej. Indie to nasza pasja i miłość, która z dnia na dzień płonie coraz mocniej (jogicznym żarem, tapasem). Wykładowca uniwersytecki i studentka-stypendystka Rządu Indyjskiego, dwie miłośniczki Indii, bardzo proszą o Wasze wsparcie. Zwieńczeniem naszej podróży i pracy będzie książka, którą napiszemy i wydamy (w znanym polskim wydawnictwie podróżniczym) zaraz po powrocie z Indii.
Na co zbieramy:
Te 8 000 zł (po odliczeniu opłat) potrzebujemy na 2 bilety lotnicze do Indii i z powrotem oraz na bilety pociągowe po Indiach.
Jeśli uzbiera się więcej, to pieniądze przeznaczymy na dobrej jakości przenośną kamerę.Wszystko jest więc w Waszych rękach.
Czym jest Chota Char Dham?
Chota Char Dham dla niektórych Hindusów jest jedynie miejscem pielgrzymek, dla innych sensem życia, a dla nas? Miejscem niezwykłym, o których jeszcze nie pisze się w przewodnikach turystycznych ani nie tworzy o nim reportaży z podróży w Himalaje. Jednak to właśnie tam zamieszkamy w aśramach (ośrodkach praktyki jogicznej) z Hindusami praktykującymi jogę i mistrzami (guru), którzy zgodzili się udzielić nam lekcji, przedstawić swoje interpretacje tradycji jogi, a także udostępnić materiały piśmienne (w sanskrycie, klasycznym języku Indii, oraz w hindi, urzędowym języku Indii) i pokazać tajniki oryginalnej jogi indyjskiej. Zamieszkamy znaszymiguru w skromnych aśramach tak, jak to czyniono już w czasach starożytnych, dzięki czemu staniemy się uczniami, a skrywana we wnętrzu aśramów wiedza jogiczna zostanie nam choć częściowo odkryta. Nie jest to jednak ta joga, która stała się modna w dzisiejszych czasach, ale oryginalna joga indyjska, która przechowywana w Chota Char Dham poprzez wieki nie straciła nic ze swojej pierwotnej formy, trudno nawet dokładnie określić, kiedy powstałej w Indiach (może już w III tys. p.n.e., a może dopiero gdzieś na przełomie II i I tys. p.n.e.).
Chociaż nie obędzie się to bez wysiłku, to dotrzemy (autobusem, helikopterem, pociągiem i na piechotę) do wszystkich czterech, a nawet pięciu, ośrodków Chota Char Dham:
Kedarnath (3583 m. n.p.m.) – miasto poświęcone indyjskiemu bogu jogi i praktyki medytacyjnej Śiwie; legenda głosi, że tutejsza świątynia została zbudowana w zamierzchłych czasach przez pięciu bohaterów indyjskiej mitologii (zwanych Pandawami), a odnowiona w VIII w. przez najsłynniejszego filozofa Indii – Śankarę
Badrinath (3100 m. n.p.m.) – prawdopodobnie najstarsze miejsce hinduskiej praktyki religijno-jogicznej, bo jak legenda podaje, zostało założone przez samego boga Wisznu, który w zamierzchłych czasach zszedł na ziemię, w Himalaje, by tutaj mocą swojej ascezy i medytacji utrzymywać dobro i prawność; na pamiątkę tego wydarzenia została wykuta metrowa statua Wisznu w formie Badrinarajana oraz zbudowana przepiękna świątynia
Yamunotri (3293 m. n.p.m.) – niedawno odnowiona świątynia poświęcona bogini rzeki Jamuna, jednej z dwóch świętych rzek hinduizmu
Gangotri (3140 m. n.p.m.) – święte miejsce poświęcone bogini Gandze, czyli świętej rzece Indii, to tutaj znajduje się przepiękna świątynia, odnowiona w XIX w. oraz jaskinia wykuta w lodowcu, zwana Gaurmukha (Usta Krowy)
Oraz Rishikesh – światowa stolica jogi, ponieważ to właśnie tutaj znajduje się najwięcej aśramów, różnych ośrodków jogi i medytacji, oraz całe mnóstwo pomniejszych świątyń; w 2013 ogromna powódź zniszczyła wspaniały i przepiękny posąg Śiwy (awatar naszej wyprawy), dlatego trzeba się spieszyć z dokumentowaniem i rejestrowaniem audio-wizualnym tych historycznych i niezbędnych dla praktyki jogicznej ośrodków…
Więcej o jodze, pielgrzymkach oraz tradycji hinduizmu w Chota Char Dham możecie przeczytać w moim niedawnym tekście pt. "W poszukiwaniu jogicznej świadomości, czyli cztery święte miejsca indyjskiej praktyki religijnej (Chota Char Dham w Himalajach)" http://joga-abc.pl/chota-char-dham-himalaje/
Nasz cel? Jest ich kilka:
Pierwszymz nich jest dotarcie do źródeł jogi, czyli do oryginalnych tekstów spisanych w sanskrycie i w hindi, które w dość szybkim tempie giną bądź też ich przekaz zostaje zapomniany, a praktyki w nich opisywane są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Literatura jogi klasycznej i starożytnej to nie tylko piękna i bujna klasyka indyjska, wydawana w sanskrycie, nie tylko przekłady jej znakomitych dzieł (Upaniszady, Mahabharata, Jogasutry, Sankhjakarika, Hathajogapradika itp.) na języki nie-indyjskie. To także maleńkie partie tekstowe tu i tam poukrywane, znane jedynie wąskiemu gronu odbiorców-praktykujących w danym aśramie. Ponadto, sam tekst nie starczy, potrzeba mistrza, który przekaże swoją interpretację, czasem bardzo lakonicznych nauk, oraz wskaże odpowiednią praktykę medytacyjno-oddechową-cielesną, którą adept jogi winien w sobie rozwijać. W naszych poszukiwaniach i interpretacji nauk indyjskiej myśli filozoficzno-religijnej nie pozostaniemy jednak osamotnione, ponieważ dwóch miejscowych profesorów (z bengalskiego oraz pendżabskiego uniwersytetu) z wielką chęcią zgodziło się wspierać nas w badaniach oraz służyć radą i wszelką merytoryczną pomocą. Nasz projekt spotkał się również z uznaniem ze strony Ambasady Indyjskiej,która objęła nas honorowym patronatem i zapewniła nam swoją pomoc w dotarciu do aśramów, guru i kierowników ośrodków jogiczno-medytacyjnych.
Drugim celem jest nagranie materiału audio-wizualnego, czyli film(ik)ów, które zawierać będą tzw. satsangi, czyli rozmowy z guru z prośbą o objaśnienie oraz instruktaż jogi i pranajamy (jogicznego oddechu), a także uwiecznią piękną architekturę sakralną (świątynie, aśramy), posągi (które już giną, jak piękny posąg Śiwy z Rishikeshu) i sprzyjające medytacji krajobrazy Chota Char Dham.
Trzecim, być może najważniejszym celem, jest napisanie książki-relacji z podróży, pełnej jogicznych nauk i praktyki prosto z Himalajów, oraz wydanie jej w znanym polskim wydawnictwie podróżniczym (już mamy ugadane wstępne ustalenia).
Książka o tradycyjnej jodze z indyjskich Himalajów:
Zaraz po powrocie z Indii (koniec września 2016) chcemy zabrać się za opracowanie, a następnie oddać do wydawcy książkę-relację z naszej wyprawy w Himalaje do Chota Char Dham, bardzo ważnego miejsca praktyki jogi, ale niemal nieobecnego w przewodnikach po Indiach. Książka będzie zawierać: oryginalne pouczenia mistrzów jogi z tamtejszych aśramów, wskazówki dotyczącej praktyki tradycyjnej himalajskiej jogi, przekłady fragmentów oryginalnych tekstów sanskryckich i hindi z aśramów Chota Char Dham wraz z praktycznymi wskazówkami, jak podróżować i praktykować jogę w indyjskich Himalajach. Planowane wydanie szacujemy na pierwszą połowę 2017 roku (co jest oczywiście uzależnione od wydawcy), a planowana ilość stron to ok. 250.
Trochę o nas:
Dwie badaczki kultury Indii, zgłębiające sanskryt i hindi, pragnące w terenie zgłębić istotę jogi klasycznej i tej z czasów jeszcze przed naszą erą, w jej czystej i pełnej indyjskiego czasu postaci, zarówno jeśli chodzi o teksty sanskryckie, jak i różne tradycje praktyki jogiczne. Wiele bowiem spośród tych praktyk i teorii rodziło się właśnie w czasie pogłębionej medytacji himalajskiej, w aśramach oraz w jaskiniach tych pięknych, tajemniczych i często niedostępnych gór. Swoją drogą, małżonka boga Śiwy, boga-mistrza jogi, jest przecież nikim innych jak właśnie córką samego władcy Himalajów, a nazywa się Parwati, co znaczy „szczyt”. Dzięki rozmowom z guru, czytaniu świętych tekstów sanskryckich oraz zgromadzonym materiałom audiowizualnym chcemy przybliżyć również i Wam nasze badania, dlatego po powrocie z wyprawy najszybciej, jak to możliwe, wydamy książkę.
Garść końcowych informacji: W tę niezwykłą podróż pragniemy zabrać również i Was. Fizycznie będzie to niemożliwe, dlatego też będziemy prowadzić bloga (https://incrediblehimalaya.wordpress.com/), gdzie poprzez zamieszczane zdjęcia, filmiki i nasze wpisy będziecie razem z nami duchowo i mentalnie.
Nasza wyprawa badawcza będzie możliwa dzięki Waszemu wsparciu finansowemu, które pokryje koszty biletów lotniczych oraz przejazdów pociągami po Indiach. Oczywiście im więcej uzbieramy tym lepiej. Nawet najmniejsza kwota jest dla nas ogromnym wsparciem. Nadwyżka pieniędzy zostanie przeznaczona na zakupienie lepszego sprzętu fotograficznego.
Wierzymy, że damy radę, bo Polak jeśli chce, to potrafi! Ze swojej strony obiecujemy rzetelność i ciężką pracę, nagrody wyślemy zaraz po powrocie (a kartki oczywiście z Indii). To nie będzie wycieczka z biura podróży a wyprawa badawcza, której rezultaty będziecie mieli okazję zobaczyć w książce, będącej naszą wspólną zasługą. Dzięki Wam zdobędziemy materiały, które zmienią pogląd świata na jogę klasyczną oraz jej praktykę, a źródła i tajemne nauki, które powoli zanikają i giną, przetrwają kolejne stulecia.
W ramach naszej ogromnej wdzięczności planujemy podzielić się z Wami również oryginalnymi drobiazgami z Indii, delikatnej namiastce Himalajów. Chciałybyśmy Wam dać wszystko co najlepsze w nieograniczonych ilościach, niestety nie możemy, bo miejsce w bagażu jest mocno ograniczone, dlatego wybierzcie sobie, co byście chcieli od nas dostać :)
Opis części nagród:
sari: jeden z typowych kobiecych strojów indyjskich w formie tkaniny o długości 5-7 metrów, występujący w różnych kolorach i wzorach
sarvar kamiz: drugi rodzaj tradycyjnego indyjskiego stroju kobiecego, wydłużona kolorowa bluzka, która w naszej kulturze świetnie komponuje się z legginsami i nadaje się do codziennego użytku
kurta: męski odpowiednik sarvar kamiz, idealna pamiątka z Indii, może nie do codziennego noszenia, ale doskonała na imprezy okolicznościowe
szarawary: szerokie, bufiaste spodnie zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzna w całej palecie kolorów
e-book 1: wysokiej jakości autorskie zdjęcia z indyjskich Himalajów, zawierające piękne widoki, świątynie, aśramy oraz życie codzienne, a także fragmenty nauk guru oraz zdjęcia sekwencji praktyki jogi, ok. 40 stron
e-book 2: z oryginalnymi przepisami wyśmienitej kuchni indyjskiej i himalajskiej, oferujemy przynajmniej 40 przepisów wraz ze zdjęciami, wśród których każdy znajdzie coś pysznego dla siebie, m.in. dla wegetarian i nie wegetarian oraz słodkie co nieco
Facebookowe wpisy kolegi przebywającego od dłuższego czasu na wolontariacie w Indiach sprowokowały te krótka notatkę, która oryginalnie stanowiła komentarz do jego wpisu na FB. Mowa o Krzysztofie Pielaszku, ekspercie od kultury japońskiej:
W Pondi (Pondicherry, Puducherry) byłam tylko przez 2-3 dni, głównie przejazdem. Pierwsza noc w hotelu przy dworcu autobusowym to był koszmar, ale przyjechaliśmy z Chennai bardzo późno i nie mieliśmy siły szukać czegoś dalej.
Całą noc na klatce schodowej rozlegał się co chwilę głośny nieprzyjazny dzwonek, którego używali wracający goście, żeby dostać się do budynku, a nasz pokój nie był do końca zamknięty, gdyż wyposażony został w sprytny system cyrkulacji powietrza. Nad drzwami znajdowało się okienko, w którym na stałe były zamontowane dwie szybki. Między nimi zaś kilkucentymetrowa przerwa. Szybki nachodziły na siebie "na zakładkę", ale właśnie z tym dość dużym odstępem, więc wszystkie hałasy były bardzo intensywne. Kolejną noc spędziliśmy zaś w schludnym i cichutkim hoteliku jakiegoś człowieka pochodzącego z Europy, ale to już była zupełnie inna dzielnica.
Generalnie podobało mi się w Pondi, że wszyscy w sklepikach mówią "merci" i mają zdjęcia Matki
To niezwykłe, że to kastowe i patriarchalne społeczeństwo uznało kobietę francuskiego pochodzenia za swoją drogą gurujini Prawda w sumie jest taka, że Południe ma matriarchalne tradycje, ale są one teraz głęboko ukryte.
Krzysiek napisał o pewnej kobiecie z Tamilnadu, która jest niewidoma i została czynnym pracownikiem (oficerem) indyjskich służb administracyjnych (The Indian Administrative Service):
"A jutro służbowo jadę do Chennai z Harishem (jeden z naszych chłopców)! Czeka mnie, więc masa zabawy i 4 godziny wykładu po tamilsku:)
Za to poznam pierwszą, niewidomą kobietę, która została oficerem IAS w Indiach!
(...)
Aneta, silne i emocjonalne wystąpienie z dużą ilością porad praktycznych jak Iasem zostać i co to znaczy pracować w sektorze publicznym (dużo rozmyślań o misji). Kobieta zdała egzamin w 2013 roku, a teraz po za czynną służbą jest też wykładowczynią w jednej z prywatnych szkół. Minus - jak to wszyscy tamile bardziej krzyczała niż mówiła podczas wykładu:)".
Szykuje się kolejna wyprawa do Indii! Lecimy jesienią 2014 albo w
grudniu na święta i Nowy Rok. Jeśli macie wątpliwości co do swoich
predyspozycji, to jeszcze raz polecam obejrzenie filmiku "Podróż bez barier"(załączony
poniżej. Jeśli Bartek i jego towarzyszka dali radę, to Wy też jesteście
w stanie. Oczywiście nie będziemy podróżować stopem. Trasę i warunki
uzgodnimy wspólnie, w zależności od Waszych preferencji. Filmik pokazuje
również prawdziwe Indie, takie jakie znam. Jeśli ktoś chce jechać na
klasyczne wakacje na plażę, to odradzam, lepiej wybrać Tajlandię czy po
prostu Grecję. Do Indii można jechać z powodów poznawczych (zabytki,
przedstawiciele odmiennej kultury, przyroda) lub pomodlić się,
pomedytować, poćwiczyć jogę, potańczyć itd.
KOSZT do uzgodnienia. Obejmuje bilet lotniczy (Europa-Delhi-Europa) -
ok. 2300 - 3500 zł (w zależności od okresu; bilety mają możliwość zmiany
terminy wylotu po uiszczeniu dodatkowej opłaty dla linii lotniczych,
ok. 150 E), lokalne bilety lotnicze (Puna-Kerala i Goa-Delhi) - ok.
150-300 zł/ 1 lot, opłaty wizowe (232 zł/ wizę + koszt kuriera),
pokrycie kosztów uczestnictwa licencjonowanego pilota wycieczek
turystycznych (kulturoznawcy i indologa, który mieszkał i podróżował po
Indiach), ubezpieczenie dla podróżnych (min. ok. 27 zł/ 1 tydzień/ 1
os.).
Wyprawa przeznaczona jest dla Członków Klubu Podróżnika
ISA, przy czym członkostwo jest darmowe. Członkowie stanowią
współorganizatorów Wyprawy i biorą odpowiedzialność za wzięte na siebie
obowiązki, np. obudzenia reszty grupy, przygotowanie prowiantu czy
prowadzenia samochodu. Obowiązki przydzielane są zgodnie z życzeniem
uczestników. Każdy z uczestników podpisuje Deklarację Uczestnictwa w
Wyprawie i Regulamin Wyprawy.
KONTAKT -tel. 731 718 422 (Aneta Krejczy, kontakt w okresie VII-VIII 2014 w godz. 11:00-14:00), - mail: anetakrejczy@o2.pl (w tytule: WYPRAWA DO INDII 2014), - FB: Klub Podróżnika ISA.
UWAGA!!! Post nie jest ofertą handlową, a Wyprawa nie jest wycieczką turystyczną. Im szybciej utworzymy grupę, tym niższe będą koszty (cena biletu lotniczego). Film "Indie" fundacji "Podróż bez barier": http://www.wykop.pl/link/1993302/podro-z-bez-barier-indie/.
Do napisania tego postu zachęciła mnie dyskusja na temat piśmienności Słowian. Część osób z grona wielbicieli słowiańszczyzny posiada silne pragnienie, aby znaleźć potwierdzenie, iż nasi przodkowie posiadali jakieś pismo. Wynika to zapewne ze współczesnej opinii, iż pismo świadczy o zaawansowaniu danej kultury. Z pewnością coś w tym jest, z drugiej jednak strony wskażę na kulturę naszych braci Arjów, którą uznajemy dziś za jedną z najstarszych i wysoce rozwiniętych kultur literackich. Najstarsze partie Wed datuje się na XV w. p. n. e., ale podejrzewa się, że teksty te mogły powstać jeszcze przed przybyciem Arjów do Indii, a więc przed XVIII w p. n. e. Jednak przez wiele stuleci były przekazywane ustnie. Spisane zostały prawdopodobnie dopiero ok. I w. p. n. e., przy czym tradycja oralna miała dominować do ok. 1000 r. n. e. Zatem być może przekaz ustny to wspólna cecha kultury proto-indoeuropejskiej.
Ponadto sanskryt, w którym zostały spisane aryjskie Wedy (dokładnie w sanskrycie wedyjskim poprzedzającym bliski mu sanskryt klasyczny) nie
ma jakiegoś jednego odwiecznego zapisu. Świadectwa obecnie używanego pisma dewanagari pochodzą z około VI w. n. e. Natomiast dopiero w XIX
w. stało się ono najpopularniejszą formą zapisu tekstów
sanskryckich. Przed dewanagari używano pisma gupta (tzw. 'późne
brahmi', występujące od V w n. e.), a jeszcze wcześniej brahmi,
którego ślady pochodzą zaledwie z VI w. p. n. e. Zderzmy to z datowaniem najstarszych partii Wed (XV w. p. n. e), a zobaczymy głęboką niezależność literatury od pisma. Dodać należy, że - jak zauważa Richard G. Salomon w pracy Brahmi i Kharoshthi (w: The World's Writing Systems, pod red. P. T. Danielsa i W. Brighta) - wcześniejsze brahmi nie było odpowiednie do zapisu sanskrytu, gdyż nie oddawało jego wszystkich dźwięków.
Badacze
podejrzewają, iż pismo brahmi - a zatem i pochodne mu, czyli na przykład dewanagri - pochodzi z alfabetu aramejskiego, który
miał się rozprzestrzenić za czasów dynastii Achamenidów (czyli irańskiej gałęzi ludów indoeuropejskich).
Generalnie języki i ich skrypty nie są nierozerwalne. Co więcej, w historii zdarzało się, że obce
języki były czasem przejmowane przez całe ludy, choć nie dotyczy
to akurat naszych przodków.
Często stykam się wśród miłośników jakichś odległych czasowo kultur - rodzimych czy obcych - z naiwnym wyobrażeniem, iż kultury te stanowiły swego rodzaju
wyspy kulturowe odizolowane od reszty świata. Prawda natomiast jest taka, że od zarania dziejów
dochodziło do migracji ludności i różnych elementów
kulturowych. Sam ustrój społeczny ewoluował w miarę
rozrastania się grup i obcych wpływów, zmiany warunków
zewnętrznych. Na przykład nasi przodkowie w okresie między I a V w. n. e. ulegali modzie na wpływy rzymskie. Naśladowano
m. in. tamtejsze wzornictwo, jeśli chodzi o broń, naczynia i ozdoby, lecz także pewne elementy stosunków społecznych (J. Wielowiejski, 1976, Życie codzienne na ziemiach polskich..., Warszawa: PIW, s. 184).
Wcześniejszy społeczny egalitaryzm wśród słowiańskich wspólnot rodowych często musiał konkurować z tendencją do wywyższania się możnych i okazywania swego bogactwa oraz wpływów. To z kolei wywoływało reakcje ze strony biedniejszych. Prawda jest taka, iż do rozwarstwienia zaczęło dochodzić już przed chrystianizacją. Miały miejsce naturalne zmiany społeczne - naturalne dla rozrastających się rodów i osad - a także czerpanie w jakimś stopniu z obcych wzorów. Już około V w. w miejsce rozpadających się rodów zaczęły pojawiać się innego typu grupy krewniacze. Były to patronimie, czyli zrzeszenia pokrewnych rodzin, zastępujące klasyczne rody. U wschodnich Słowian był to model pośredni, który występował pomiędzy ustrojem rodowym a klasowym. Patronimie miały stanowić kolektywy o silniejszych więzach niż więzy rodzinne. Pełniły one funkcje organizacyjno-wojskowe, gospodarcze, prawne i religijne. Więzy krwi zostały wyparte przez interesy o charakterze ekonomiczno-społecznym (ibid.).
Wracając jednak do języków i ich zapisu. Możemy znaleźć wiele przykładów niezależności języka od skryptu. Jako ilustracje przywołam tu zapisy języków południowoindyjskich. Języki: malajalam (stan Kerala), kannada (stan Karnataka), telugu (stan Andhra Pradeś) i tamilski (stan Tamilnadu) to języki drawidyjskie, stanowiące drugą największą grupę językową na subkontynencie indyjskim obok języków indoeuropejskich. Jednak ich skrypty pochodzą z przywołanego już alfabetu brahmi, mającego rzekomo swe korzenie w zapisie aramejskim. Zatem obie grupy - indoeuropejska i drawidyjska - które obejmują dziesiątki różnych języków stosują odmienne skrypty, ale o wspólnej proweniencji i to odmiennej niż pochodzenie owych języków. Interesująca jest tu zbieżność wizualna alfabetu gruzińskiego z alfabetami indyjskich języków telugu i kannada. Wszystkie trzy wywodzą się prawdopodobnie z tego samego aramejskiego źródło, lecz między ojczyzną pierwszego a drugiego i trzeciego występuje odległość około 6600 km. Ich historie nie są nawet tak bardzo odmienne, gruziński miał pośrednika w postaci pisma syryjskiego, a Proszę porównać poniższe zapisy.
Gruziński:
მაგრამ დაბრუნების ენებზე და მათი წერილობით. ჩვენ შეგვიძლია ვიპოვოთ ბევრი მაგალითი დამოუკიდებლობის ენის სცენარი. Telugu: కానీ భాషలు మరియు వారి రచన తిరిగి. మేము స్క్రిప్ట్ యొక్క భాష స్వాతంత్ర్యం అనేక ఉదాహరణలు కనుగొనవచ్చు. Kannada: ಆದರೆ ಭಾಷೆ ಮತ್ತು ಬರವಣಿಗೆ ಮರಳಿದ. ನಾವು ಸ್ಕ್ರಿಪ್ಟ್ ಭಾಷೆಯ ಸ್ವಾತಂತ್ರ್ಯ ಅನೇಕ ಉದಾಹರಣೆಗಳು ಕಾಣಬಹುದು. Wracając do aramejskiego, to należy on do grupy języków afroazjatyckich, których ojczyzną jest Etiopia. W przeszłości zapisywany był przy pomocy owego alfabetu aramejskiego, jednak dziś jego użytkownicy stosują zapisy syryjski i hebrajski. Z pisma aramejskiego pochodzi zarówno pismo hebrajskie, alfabety indyjskie, jak i zapis arabski. Arabski stosowany jest dziś do zapisu języka nowoperskiego (farsi) - oczywiście o pochodzeniu indoeuropejskim - datowanego na około IX w. n. e. Język wcześniejszy, średnioperski (zwany pahlawi) - używany od III w. p. n. e. do IX w. n. e. - zapisywano przy pomocy alfabetu aramejskiego. Natomiast staroperski poświadczony jest przez kamienne tablice z okresu między VI a IV w. n. e., spisane w sumeryjskim piśmie klinowym. Uważa się, że staroperski mógł być używany od początku I tysiąclecia p. n. e., kiedy to plemię Persuwasz o indoeuropejskim pochodzeniu przybyło na tereny dzisiejszego Iranu. Świadectwa asyryjskie udowadniają używanie tego języka już w IX w. p. n. e. Persuwasz mieli przybyć w okolice jeziora Urmia (północno-zachodnia część kraju), aby następnie przemieścić się w obręb dzisiejszej prowincji Fars (południowo-zachodnia część kraju). To od nazwy tej grupy mają pochodzić słowa Persja i perski. W klasyfikacji naukowej język staroperski umiejscawiany jest obok języka awestyjskiego.
Ważnym faktem jest, iż Awesta jaką dziś znamy stanowi zaledwie część dawnej literatury awestyjskiej i - podobnie jak Wedy - przekazywana była przez pewien czas w formie ustnej. Niektórzy datują ją nawet na II tysiąclecie p. n. e., zaś spisana miała zostać w VI w. p. n. e. Dwa wieki później uległa jednak zniszczeniu. Odtworzona za czasów Sasanidów, otrzymała swą ostateczną, uzupełnioną postać w IV w. n. e. Nie ma się więc co przejmować mniemanym brakiem własnego pisma u naszych Słowiańskich przodków. Ich braciom przybyłym do Iranu i Indii nie przeszkadzało to w stworzeniu największych arcydzieł dawnej literatury religijno-filozoficznej.
Ciekawostką jest, iżw języku polskim (tłumaczenie prof. Ignacego Pietraszewskiego) Awesta - w postaci trzech pierwszych części - ukazała się pod tytułem: Miano słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta a Zędaszta, to jest życiodawcza książeczka Zoroastra (Berlin, 1857). Jej wznowienie pojawiło zaś się trzy lata temu jako: Miano Słowiańskie czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra albo AWESTA WIELKA (2011).
Okładka Awesty w tłumaczeniu prof. I . Pietraszewskiego. Źródło: http://slowianin.wordpress.com/ignacy-pietraszewski-1796-1869-zen-daszta-straznik-wiary-slowian/.
Indie
to kraj wielkości Europy, drugi na świecie pod względem liczby
ludności, w którym mówi się w stu kilkudziesięciu
językach (23 z nich to języki urzędowe) i ponad tysiącu
dialektów. Wynika to z niezwykłej różnorodności
etnicznej i kulturowej tego kraju. Podstawowy
język urzędowy to hindi, którego - biorąc pod uwagę różne
jego dialekty - używa 51% indyjskiej populacji. Kolonialną
pozostałością jest status języka angielskiego jako pomocniczego,
lecz włada nim tylko 29% mieszkańców kraju.
Języki
indyjskie dzielimy na: (1) indoeuropejskie - na północy
kraju z hindi na czele (w użyciu przez 73% indyjskiej populacji);
wywodzą się one z sanskrytu, blisko spokrewnionego z językami
słowiańskimi, między innymi z polskim; (2) drawidyjskie - w
południowej części półwyspu (24%); (3) austroazjatyckie
(5%), (4) tybetańsko-birmańskie - z północno-wschodniego
krańca kraju (0,73%); (5) izolowane - nieliczne relikty.
Fragment Rygwedy w sanskrycie. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Rigveda_MS2097.jpg.
Indie to
także różnorodność pisma. Hindi oraz sanskryt –
wegetujący język klasyczny – oddawane są przy pomocy zapisu
alfabetyczno-sylabicznego dewanagari: देवनागरी,
jednak osiem pośród języków urzędowych stosuje swój
własny system znaków. Wszystkie one wywodzą się z pisma
brahmi, które ma pochodzić – podobnie jak system łaciński
- z alfabetu fenickiego. Ta fascynująca wielojęzykowość Indii ma swoje skutki społeczne oraz
polityczne, takie jak na przykład tzw. wojny językowe.
73%
indyjskiej populacji używa języków indoeuropejskich, na
których czele znajduje się hindi, wywodzące się z
sanskrytu, blisko spokrewnionego z językami słowiańskimi. Zatem
język ten należy do tej samej rodziny, co polski. Nasz język
rodzimy bliższy jest swemu indyjskiemu kuzynowi niż językom
naszych zachodnich sąsiadów: Niemców, Francuzów,
Brytyjczyków, które podobnie jak polski przeszły wiele metamorfoz. Natomiast sanskryt klasyczny - bardzo zbliżony do sanskrytu wedyjskiego - i język awestyjski nie przeszły tak wielu przeobrażeń w stosunku do naszego proto-indoeuropejskiego pierwowzoru. Warto zwrócić uwagę na powiązania polskiego i sanskrytu, ich wspólne pochodzenie, a
także zbieżności gramatyczne i podobieństwo w słownictwie.
Klasyfikacja języków indoeuropejskich. Pola czerwone oznaczają języki wymarłe, białe zaś odnoszą się do niepoświadczonych proto-języków. Po lewej stronie znajdują się języki, a po prawej satemowe. Źródło tablicy, a zarazem link do większej wersji: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4f/IndoEuropeanTree.svg.
Wśród języków indoeuropejskich rozróżniamy dwie kategorie: satemowe i kentumowe. Pierwsze to języki indosłowiańskie, a ich nazwa pochodzi od słowa satem, czyli 'sto' w języku awestyjskim. Najprościej można powiedzieć, iż w tej grupie doszło do zmiany miękkiego 'k' w 's'. Drugie z kolei to języki kentumowe, m. in. romańskie i germańskie. Ich nazwa pochodzi od łacińskiego centum/ kentum, czyli 'sto'. Poniższa mapa pokazuje zasięg języków satemowych i kentumowych. Mocno czerwony obszar oznacza teren, gdzie mogło dojść do owej satemowej transformacji.
Zasięg języków satemowych i kentumowych w okresie początków I tysiąclecia n. e. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Centum_Satem_map.png.
Ludzie
pytają czasem, dlaczego wybrałam studia indologiczne? Czy warto uczyć się hindi? Odpowiem tak. Podczas wizyty turystycznej lub służbowej jego
znajomość daje nam sposobność komunikowania się, kiedy nasi
interlokutorzy nie posługują się językiem angielskim. Hindi to
także język literacki i najpopularniejszy język współczesnej
kultury wysokiej. Jego znajomość pozwala nam nawiązać przyjazne
relacje podczas spotkań biznesowych w kraju i za granicą, czy po
prostu z naszymi indyjskimi współpracownikami (podwładnymi
lub przełożonymi). W myśl popularnej w ekonomii koncepcji BRICS w nadchodzących dziesięcioleciach Brazylia, Indie i Chiny obejmą światowe przewodnictwo gospodarcze. Już w tej chwili Indie szczycą się jedną z najprężniej
rozwijających się gospodarek na świecie, przez co stają się
doskonałym rynkiem dla działalności, zarówno mikro-, jak i
makro-biznesowej. Hindusi obecni są także w Polsce: na wszystkich szczeblach hierarchii korporacyjnej,jako liczni i znaczący inwestorzy, w służbie zdrowia, na uczelniach wyższych. Innym bardzo ważnym obszarem wykorzystania hindi jest dynamicznie rozwijający się rynek polskiej turystyki ukierunkowanej na Indie.
Zasięg hindi jako języka administracji i szkolnictwa. Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Hindi_belt.png.
Często jestem też pytana, czy jest to język trudny? Niektórzy studenci z pewnością muszą przełamać opór wynikający ze stereotypów mówiących o jego skomplikowanej naturze. Ponadto na początku należy dowiedzieć się, jak prawidłowo transliterować hindi używając łacińskiego alfabetu, jaką zainstalować czcionkę w komputerze, jak używać klawiatury i w jaki sposób korzystać ze słowników on-line.
Kolejna kwestia dotyczy samodzielnej nauki hindi w domu. Na pewnym etapie z pewnością jest to możliwe. Istnieją podręczniki w języku polskim oraz angielskim, a także
słowniki English-Hindi, Hindi-English i Hindi-Hindi w wydaniu pełnym oraz kieszonkowym. Ponadto w Internecie obecne są interaktywne strony pomocne w doskonaleniu
tego języka, aplikacje dla urządzeń mobilnych, popularne słowniki stosowane on-line i do zainstalowania na
komputerze.
Na
wstępie chciałam zapowiedzieć, o czym będzie mój blog. Jak
mówi sam tytuł, chcę opisywać swoje życie w Indiach.
Chciałam jednak zaznaczyć, iż nie będzie to dziennik, lecz coś w
rodzaju pamiętnika z pewną dozą fikcji literackiej. Będę
opierała się na własnych doświadczeniach, zmieniając jednak
pewne szczegóły, czasem nadając nowe ramy minionym
wydarzeniom. Być może forma moich wpisów będzie się
zmieniać, gdyż jest to mój pierwszy blog i potrzebuję
znaleźć swoją własną drogę ekspresji. Nie zdecydowałam
dotychczas, w jakim czasie będzie prowadzona narracja. Spróbuję
zacząć od pisania w czasie teraźniejszym, nie wiem jeszcze jednak,
czy będzie to najlepsze rozwiązanie. Myślę, że to może nadać
mojemu blogowi życia, sprawić, że będzie bardziej dynamiczny i
bezpośredni.
Wystarczy
chyba tych rozważań o formie i pora przejść do nakreślenia
treści. Otóż w roku 2011 otrzymałam rządowe stypendium na
studia w Indiach. Dofinansowanie przyznawane jest co roku wybranym
aplikantom z całego świata w ramach programów realizowanych
przez tzw. ICCR czyli Indian Council for Cultural Relations
(http://www.iccrindia.net/).
W swoim wniosku wymieniłam trzy uczelnie i dwa kierunki (sanskryt i
hindi). Na pierwszym miejscu wpisałam roczne studia dyplomowe
(organizowane dla absolwentów rocznych i dwuletnich studiów
kończących się certyfikatem) z sanskrytu na JNU (Jawaharlal Nehru
University) w Delhi. Niestety zgodnie z moimi przewidywaniami taki
kurs nie został zorganizowany. Jest to uczelnia nastawiona raczej na
rozwój studiów doktoranckich i postdoktoranckich,
liczyłam jednak na to, iż informacje na ich stronie są nieaktualne
lub władze stosownego instytutu zorganizują w ostatniej chwili tego
typu kurs. Tak się nie stało, dlatego przyznano mi miejsce na
roczne studia w Instytucie Sanskrytu (Department of Sanskrit)
Wydziału Humanistycznego (Faculty of Arts) Uniwersytetu Delhijskiego
(University of Delhi - DU).
Jaki
był cel mojej podróży? Doskonalenie sanskrytu? To też, ale
przede wszystkim skorzystanie z możliwości zdobycia dofinansowania
na życie w Indiach. Moje podróże do Indii - fascynujące a
zarazem trudne - sprawiły, że chciałam spróbować czegoś
innego. Pożyć przez rok czy dwa w tym zagmatwanym kraju. Po co?
Takie życiowe doświadczenie, głębsze poznanie kultury czy raczej
kultur, które studiuję od kilkunastu lat, którymi
zajmuję się zawodowo (naukowo i jako organizator imprez
kulturalnych). Poza tym ciągle mnie gdzieś ciągnie, nie
wyobrażam sobie spędzić życia w jednym miejscu, robiąc rok po
roku to samo. Część mnie jest domatorką, ale druga szybko nudzi
się życiem opartym na rutynie. Ponadto nasza planeta jest tak
piękna i różnorodna, zarówno pod względem
przyrodniczym, jak i społeczno-kulturowym. Po prostu trzeba to
wszystko zobaczyć, dotknąć, powąchać, skosztować.
Jeśli
ten wstęp zanudził część z Was, dajcie mi proszę jeszcze jedną
szansę. Potraktujcie ten pierwszy wpis jak wstęp zamieszczony w
powieści, który pomijany jest przez większość czytelników.